W 1945 roku fabryka Ursus (ściślej mówiąc PZInż. gdyż Ursus został wcielony do PZInż. jeszcze w 1930 roku, po ogłoszeniu bankructwa) była w ruinach. Stała się bowiem celem numer jeden alianckich nalotów po tym, jak Niemcy po przejęciu fabryki produkowali w niej uzbrojenie.Jacek Gembara
Odbudowująca się po raz kolejny Polska cierpiała na brak wszystkiego. Podczas wojny zaginął cały motoryzacyjny dorobek konstrukcyjny, wszystkie prototypy zostały wywiezione na wschód. Doszło do zniszczenia lub ogołocenia z obrabiarek i urządzeń zakładów motoryzacyjnych, istniejących lub będących w budowie. W pierwszej kolejności zostały starte z powierzchni ziemi przez Luftwaffe wszystkie obiekty Państwowych Zakładów Inżynierii jeszcze w pierwszych dniach września 1939r.
Jeden z pierwszych Ursusów C 45 przygotowanych na defiladę pierwszomajową w 1947 rokuW 1945 roku część załogi Ursusa, za pozwoleniem wydanym przez Związek Radziecki wyjechało z misją poszukiwawczą na Dolny Śląsk, gdzie Niemcy wywieźli urządzenia i maszyny . Część z nich udało się nawet odzyskać. W takich oto warunkach na przełomie 45 i 46 roku, przedwojenny inżynier Edward Habich zwrócił się do dyrektora Centralnego Zarządu Przemysłu Metalowego dr inż. Adama Kręglewskiego z propozycją opracowania dokumentacji technicznej pierwszego powojennego ciągnika rolniczego. Habich zaproponował, aby konstrukcję oparto na znanym powszechnie wówczas ciągniku Lanz Buldog D9506, cechującym się prostotą technologiczną, łatwością napraw i dużą żywotnością, przy małych wymaganiach obsługowych. Te cechy były podówczas bezcenne. Propozycja została przyjęta. Jesienią 1946 roku dostarczono stary i mocno wyeksploatowany ciągnik Lanz Bulldog. Jego podzespoły wykazywały spory rozrzut tolerancji wymiarowych, co dodatkowo komplikowało zadanie inżynierowi Habichowi. A była to konstrukcja według dzisiejszych standardów dość niezwykła. Ciągnik był wyposażony w jednocylindrowy, dwusuwowy, z przepłukiwaniem poprzecznym, silnik niskoprężny (stopień sprężania 4,75), pracujący według obiegu Lanza, czyli z zapłonem od gruszy żarowej (specjalnej komory wydzielonej w głowicy). Był to silnik mogący pracować niemal na wszystkim, począwszy od spirytusu poprzez benzyny lekkie i ciężkie, naftę, surową ropę, oleje napędowe i parafinę, a na mazucie skończywszy. Najczęściej pracował jednak na oleju napędowym, stąd często był mylnie zwany silnikiem Diesla, którym nie był. Przy pojemności skokowej rzędu 10,3 litra rozwijał moc 45 KM przy 650 obrotach na minutę. Wydawać by się mogło, że to niewiele. Ale ten silnik generował moment obrotowy w wysokości 486 Nm! Stąd jego legendarna siła uciągu. Sam ciągnik ważył niemal 4 tony.
cały artykuł dostępny jest w wydaniu 6 (45) Czerwiec 2011