19 stycznia 2019


Wśród projektów tzw. latających samochodów holenderski PAL-V jest jedynym, który uzyskał stosowne certyfikaty, zarówno jako statek powietrzny, jak i pojazd drogowy. Jego twórcy nie opowiadają o tym, jak można wystartować poruszając się w korku na autostradzie lub w innych podobnych okolicznościach rodem z science fiction. Założenia projektu są zupełnie realne.

Ryszard Romanowski

Wszystko zaczęło się u schyłku XX wieku. John Bakker siedząc w paryskiej kawiarence przyglądał się ulicznym korkom i starał się wymyślić zwrotny, niewielki, a jednocześnie wygodny pojazd, który mógłby względnie swobodnie poruszać się w takich warunkach. Jednocześnie nurtowała go inna myśl. Będąc pilotem dojeżdżał samochodem na lotnisko. Zostawiał auto na parkingu i zajmował miejsce za sterami lekkiej maszyny. Po wylądowaniu procedura powtarzała się.

PAL V Liberty Flying Car

Znowu hangarowanie samolotu, parking i powrót do domu. Doszedł do wniosku, że te prozaiczne zabiegi zajmują często więcej czasu niż sam lot. Szczególnie wtedy, gdy po dojeździe na lotnisko okazuje się, że wisząca mgła uniemożliwia loty i trzeba ją przeczekać, mając świadomość, że kilkanaście kilometrów dalej pogoda sprzyja lotnikom. Najlepiej byłoby połączyć samochód ze statkiem powietrznym.
Początkowo problem wydawał się trudny do rozwiązania. Wszystkie podobne projekty miały wysoko położony środek ciężkości i jeżeli latały, nawet tak jak lekki samolot, to ich poruszanie się po drogach dalekie było od sprawności samochodu. Szczególnie na zakrętach. Poza tym, lądowanie na czterokołowym podwoziu przy bocznym wietrze było nadzwyczaj trudne. Dlatego w samolotach czterokołowe podwozia są niemal niespotykane.
Przełom nastąpił, gdy holenderska firma Carver zaprezentowała trójkołowy samochodzik. Mieścił on dwie osoby i dostarczał wrażeń właściwych bardziej motocyklom. W pierwszych latach obecnego stulecia powstało wiele podobnych konstrukcji. Carver jednak miał niezaprzeczalne zalety. Przede wszystkim zastosowano w nim innowacyjny system stabilizacji nadwozia. Pojazd na zakrętach mógł bezpiecznie przechylać się aż do 45 stopni. Poza tym, dzięki nisko umieszczonemu środkowi ciężkości doskonale trzymał się drogi. Jego kształt i wielkość pasowała doskonale do wizji wiatrakowca. A wiatrakowiec z dobrze zaprojektowanym składanym wirnikiem doskonale pasował do koncepcji. Maszyna bezpieczna, łatwa w pilotażu i zadowalająca się krótkim pasem do startu i lądowania.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 10 (133) październik 2018