20 lipca 2019


(felieton)

Czy wiedzą Państwo, że 10 października przypada Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego? Jak podają media, w tym roku obchodzony był pod hasłem: „Młodzi ludzie i zdrowie psychiczne w zmieniającym się świecie” (ang. Young people and mental health in a changing world). Nie podają co prawda kto i gdzie obchodził ten „światowy dzień”, ale to przecież nie jest takie ważne.

Tomasz Gerard

Przy tej okazji mogliśmy się dowiedzieć, że choroby psychiczne są we współczesnym świecie coraz częstsze i że kryzys zdrowia psychicznego pogłębia się nieustannie. Stosowny raport na ten temat przygotowała liczna grupa ekspertów i naukowców, a może tylko ekspertów, nie pamiętam. W każdym razie coś, co widoczne jest gołym okiem dla każdego, kto ma oczy, zostało potwierdzone przez speców z branży. Okazało się, że obciążenie związane z zaburzeniami natury psychicznej rośnie, pomimo postępu w leczeniu wielu zaburzeń zdrowia psychicznego. Czyli mówiąc prościej – im jest lepiej (w leczeniu) tym jest gorzej (chorym). No to w sumie nic dziwnego, w naszym postrewolucyjnym świecie, w którym za normę chcą uchodzić zboczenia i wynaturzenia, i przekonuje się do nich na siłę wszystkich dookoła, zaczynając od małych dzieci. I efekty są. Jak alarmują inni specjaliści, dziecięce oddziały psychiatryczne pękają w szwach. Problemy, jak podają media, nasilają się podczas wakacji, kiedy dzieci zostają w domach, a niektórzy rodzice nie radzą sobie z nimi wychowawczo. No tak, przekaz jest jasny, gdyby cały czas były poza domem, to by wszystko było w porządku. Przecież w szkołach tylu jest fachowców, przeszkolonych w niesieniu pomocy (nie)potrzebującym.
Pani psycholog przyglądała się dzieciom bawiącym się na boisku szkolnym w czasie przerwy. Jej uwagę zwrócił jeden chłopiec, stojący dalej od innych. Zeszła więc do niego i podchodząc zapytała – A ty dlaczego nie biegasz z kolegami? Czy chcesz o tym porozmawiać? Chłopiec na to – Bo ja, proszę pani, stoję na bramce.
Biedne dzieci narażone są więc na tę „pomoc” specjalistów i później niestety na opiekę psychiatryczną. Nie bardzo mają wyjście, są przecież dziećmi, czyli według stosownych przepisów – osobami nie posiadającymi pełnej zdolności do czynności prawnych. Co innego dorośli. Tych nie można ruszyć, choćby wygadywali kosmiczne bzdury, w stylu gender. Ci mają znajomych, są „umocowani”, mają dotacje stąd i stamtąd, a w naszym dzisiejszym świecie dotacje to rzecz niemal święta i pożądana przez wszystkich. Toteż nie dziwi, że i na uniwersytetach (szczególnie wrażliwych na granty i dotacje) spotyka się co chwila jakieś pokurczone wykwity naprawdę chorych umysłów. Oto Oxford University Press raczy nas „alternatywnym” sposobem na przeżywanie życia w artykule „Ekopoetyka: dotykanie, poszukiwanie partnera, zbieractwo”. Namawia się tam czytelników aby nawiązywali stosunki seksualne z roślinami i toczyli z nimi erotyczne rozmowy. Nic nowego, ktoś powie, zwyczajna dendrofilia – zboczenie znane od lat. Ale nie, dziś to nie jest już żadne zboczenie, dziś to nowa jakość życia, nowe doznania, na modnej fali bycia „Eko”.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 11 (134) listopad 2018