22 września 2019


(komentarz gospodarczy)

W 2003 roku dziennikarze ujawnili, że w przemyśle spożywczym wykorzystywana była szkodliwa sól przemysłowa zamiast soli spożywczej, a władze nie tylko nie potrafiły zapobiec temu procederowi, ale co więcej, służby sanitarne zbagatelizowały problem. Jaki był finał tej sprawy? W 2015 roku (po dwunastu latach!) prokuratura umorzyła postępowanie przeciwko właścicielom firm, które sprzedawały sól drogową jako spożywczą, bo uznano jednak, że sól ta nie była szkodliwa dla zdrowia konsumentów. Scedowano sprawę na inspekcję handlową, która na gruncie prawa administracyjnego może ukarać handlowca za sprzedaż produktu o składzie i właściwościach innych niż informuje. Niestety, okazuje się, że od tamtej pory działania państwowych służb ani trochę się nie poprawiły.

Tomasz Cukiernik

Dopiero po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński podjął decyzję o wszczęciu kontroli w Agencji Ochrony „Tajfun” zabezpieczającej koncert WOŚP. Również kontrole w tzw. „pokojach ucieczek” zarządzono już po dramacie w Koszalinie, kiedy w jednym z takich przybytków zginęło pięć młodych dziewcząt.
Nadzór weterynaryjny nie potrafił zapobiec procederowi sprzedawania mięsa zdechłych krów do sklepów w powiecie nowosądeckim, inne służby nie są w stanie zapobiec sprzedaży przez składy węglowe surowca, który nie spełnia norm jakościowych, co intensyfikuje niekorzystne zjawisko smogu. KNF nie umiała zawczasu ostrzec przed nieprawidłowościami w bankach oferujących kredyty frankowe i innych instytucjach finansowych, jak GetBack czy Amber Gold. Z raportu NIK wynika, że nie ma nadzoru nad stosowaniem dodatków chemicznych w przemyśle spożywczym i istniejący system nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa żywności. Według innego raportu NIK organy Inspekcji Ochrony Środowiska oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej nie są przygotowane ani organizacyjnie, ani technicznie do kontroli pola elektromagnetycznego. Czy służby uchroniły nas przed masowym podpalaniem wysypisk śmieci czy nielegalnym wypalaniem traw? Nie, a na dodatek, mało który podpalacz jest łapany.
Osobnym rozdziałem jest fatalna działalność Państwowej Inspekcji Pracy. Internet huczy od przykładów oszukanych przez różne firmy pracowników, którzy nie otrzymali pensji, a PIP umywa ręce. Z kolei w jednej z firm w woj. opolskim właściciel w celach oszczędnościowych przez całą zimę nie ogrzewał biur. W końcu – w połowie okresu grzewczego – doszło jednak do kontroli firmy przez PIP. Urzędniczki pokręciły się po zakładzie, sprawdziły termometry w pokojach, gdzie temperatura wynosiła zaledwie kilka stopni powyżej zera, chciały sprawdzić dokumenty zakupu paliwa, których nie było, bo żadnego paliwa nie kupowano, nałożyły karę pieniężną i nakazały grzać. Co zrobił właściciel? Nic. Do końca okresu grzewczego kaloryfery pozostały zimne. Pracownicy – przeziębieni jak co zimę – jeszcze wiosną w kurtkach wykonywali swoją pracę.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 6 (141) czerwiec 2019