Kombajny z Płocka cz. 3 Polowanie na Bizona (Upadek FMŻ)
Fabryka Maszyn Żniwnych dumnie wkroczyła w nową rzeczywistość Polski po 1989 r. produkując kombajny dobrej jakości o parametrach na poziomie europejskim. Nie trwało to jednak długo. Od 1990 roku sprzedaż Bizonów zaczęła systematycznie spadać. Na skutek morderczych dla polskiego przemysłu reform Leszka Balcerowicza rolników nie było stać na zakup kombajnu, sprzedaż maszyn w 1991 roku spadła 8-krotnie (w następnych latach nawet 15-krotnie) w porównaniu do roku 1989.Jacek GembaraW tamtych czasach słyszało się z ust polityków, że w wolnej, nowej ojczyźnie obywatel zarabia tyle, na ile pozwala mu jego własna inwencja. Gdy fabryki upadały, a ludzie tracili pracę, mówiło się, że to prawa rynku, ekonomia nowych realiów. Czy aby na pewno? Gdyby człowiekowi odciąć dopływ tlenu to niechybnie skona, lecz czy wówczas można powiedzieć, że najwidoczniej nie umiał dostosować się do nowych, beztlenowych realiów?
Z dnia na dzień koszt materiałów wzrósł 5-krotnie, dywidenda 7-krotnie, odsetki od kredytów 8-krotnie, a amortyzacja 11-krotnie. Tak rozpoczęła się agonia FMŻ, Ursusa, FSC, FSO, FSM, Stara, Jelcza, Nysy, WSK, Rometu oraz kooperantów. A wymieniam tu tylko fabryki związane z motoryzacją. To samo dotyczyło hut, walcowni, odlewni, stoczni, kopalni itp., Lecz by uczynić Polskę atrakcyjną dla zagranicznych inwestorów trzeba było najpierw osłabić (czyt. zniszczyć) własny przemysł. Mocne słowa? A i owszem. Ludzie, którzy tracili pracę z powodu zamykania fabryk czuli się oszukani. Nie śmieli protestować czy strajkować, bo przeciwko komu tym razem? Przecież „komuny” oficjalnie już nie było.
Bizon SAMPO produkowany w latach 1992 – 1998 na fińskiej licencji. Ogółem wyprodukowano 504 sztuki.Ale wracajmy do FMŻ; posiedźmy jeszcze chwilę przy łóżku konającego. Dla FMŻ jak i dla większości fabryk w tamtych czasach była to zapaść. By się ratować uruchomiono zastępczą produkcję szczeciniarek, adapterów do rzepaku i innych drobnych maszyn.
W połowie 1991 roku w wyniku przeprowadzonych rozmów zwolniło się 500 pracowników. Drugie tyle otrzymało wypowiedzenia z powodu braku pracy. Równie niewesoło wyglądała sytuacja absolwentów przyzakładowej szkoły, którzy po ukończeniu nauki nie otrzymali propozycji pracy w zakładzie. Kierownictwo FMŻ rozpoczęło program grupowych zwolnień. Najpierw zwolnienia otrzymali pracownicy karani, potem tzw. chłoporobotnicy, posiadający dodatkowe źródło utrzymania. Następnie pracownicy spoza Płocka, mieszkańcy hotelów robotniczych. Postanowiono, że hotel i stołówka zostaną sprzedane, bo obiekty te zwiększały straty.
W tym samym roku fabryka zaproponowała pracownikom akwizycję – za każdy sprzedany kombajn pracownik miał otrzymać 2% ceny detalicznej. Niestety żadna transakcja nie doszła do skutku. W lipcu cześć załogi przebywała na przymusowych urlopach. Tendencję wzrostową miało jedynie zadłużenie wobec kooperantów, którym FMŻ nie miało z czego zapłacić. W listopadzie wierzyciele chcieli zlicytować 30 kombajnów. Długi rosły lawinowo, a fabryka – by je ograniczyć – organizowała przerwy w produkcji. Jednak za wszelką cenę starano się ocalić w FMŻ produkcję kombajnów. Wstępny projekt zmian restrukturyzacyjnych, który FMŻ przesłała 17-go października do Ministerstwa Przemysłu, nie doczekał się żadnej konkretnej reakcji.
cały artykuł dostępny jest w wydaniu 1-2 (52-53) styczeń-luty 2012