21 października 2021

 

(felieton)

Zmienia się – jak wiele rzeczy dzisiaj – ludzkie poczucie humoru. Z nim rzecz jasna także zmienia się poczucie przyzwoitości (i wiele innych „poczuć” także). Kiedyś śmialiśmy się z dowcipu o studentach, którzy w środku nocy dzwonią do swojego profesora i pytają: – Śpi pan? Gdy tamten, na wpół przytomny, odpowiadał twierdząco, oni wyjaśniali wesoło: – Bo my tu ciężko pracujemy.

Tomasz Gerard

Dziś na porządku dziennym są telefony z firm trudniących się nagabywaniem ludzi do przeprowadzania całej masy różnych darmowych badań, analiz, przeglądów i przy okazji kupna jakichś szalenie atrakcyjnych produktów. Telefony dzwonią o różnych porach, także o świcie, późnym wieczorem, w soboty i w niedzielę też. Na zwróconą uwagę o niestosowności takiego zachowania dzwoniący reagują trochę podobnie do studentów z dowcipu (trochę, bo wcale swojego postępowania za śmieszne nie uważają): – Takie mamy godziny pracy.
Powie ktoś – ot, zwykły brak kultury. I można byłoby się z tym zgodzić, gdyby nie to, że brak szacunku dla drugiego człowieka, to jedna z naczelnych zasad leżących u podstaw nowego wspaniałego świata, który w naszej przytomności rozwinął się z niczego i zdaje się powszechnie dominować. Ta – nazwijmy ją sobie – reżimowa rzeczywistość jest w całkowitej opozycji do rzeczywistości normalnej, naturalnej, ludzkiej po prostu, od wieków wyznaczającej rytm życia na ziemi. Ta opozycja jest tak całkowita, że gdy rozsądek i sumienie mówią – tak, to z pewnością ze strony reżimowej usłyszymy – nie.
Kiedyś, jeszcze nie tak dawno, bo w PRLu, bardzo rozpowszechnione było hasło: „telewizja kłamie”. I mimo że nie było wtedy możliwości szybkiej weryfikacji wielu podawanych wiadomości, ludzie czuli gdzie leży prawda. Wiedzieli, że rzeczywistość podawana w telewizji to oszustwo. Dziś, gdy czujność osłabła (bo wróg się przepoczwarzył, choć wielu uwierzyło, że sobie poszedł), ludzie są często nieczuli na swąd kłamstwa i wdychają te wyziewy środków masowego rażenia, którymi dziś są prasa, radio i telewizja. A przecież teraz jest wiele więcej możliwości weryfikacji różnych przekazów niż kiedyś. Jest choćby internet, są jakieś szczątkowe niezależne media – można więc często sprawdzić co i jak. Ale po co? Lepiej nie wiedzieć – myśli sobie niejeden. Bo gdyby się dowiedział jak jest naprawdę musiałby pewnie zmienić to i owo w swoim życiu, a to już byłby kłopot. Trudno mówić w tym przypadku o ignorancji niezawinionej, która w pewnych okolicznościach uwalnia od winy.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 11 (74) listopad 2013