21 października 2021


Wśród wielu polskich konstrukcji ta wydaje się wiecznie młoda. Zmieniają się mody, technologie i narzędzia projektowania, a zaprojektowane podczas wojny Omegi nadal opuszczają stocznie jachtowe i znajdują coraz to nowych wielbicieli. W tym roku Omega obchodzi swoją 72 rocznicę, a jej konstruktor skończyłby 102 lata, gdyby w listopadzie 1999 roku nie odszedł na wieczną wachtę.

Ryszard Romanowski

Juliusz Sieradzki urodził się 23 lutego 1912 roku we Lwowie, lecz pierwsze żeglarskie kroki stawiał na Wiśle w stolicy. W latach trzydziestych rozpoczął projektowanie jachtów, dzięki którym szybko zyskiwał uznanie w warszawskim środowisku żeglarskim. Projektował głównie łódki mieczowe zgodne z ówczesnymi klasami czyli o powierzchni ożaglowania 5, 10, 12 i 15 m2. Na własnych łódkach wygrywał większość regat na Wiśle. Zasłynął nie tylko doskonałym wyczuciem wiatru i prądów lecz również rzadkim „inżynierskim nosem” dotyczącym szczegółów wykonania kadłubów, ożaglowania i takielunku.

juliusz-sieradzki

Juliusz Sieradzki

Prawdopodobnie wtedy przylgnął do niego pseudonim, który nosił do końca życia. W niezwykle modnych wówczas żydowskich anegdotach receptę na wszystko miał rebe. Podczas wszelkich kłopotów w czasie regat najwyższą instancją stał się Sieradzki. Tylko on bowiem, jak wielu uważało, mógł zaradzić na kłopoty ze sprzętem lub wybrać najlepszą taktykę regat. Nic dziwnego, że przylgnął do niego przydomek Rebe.
Tak wybitnej indywidualności polskiego żeglarstwa nie mogło zabraknąć w reprezentacji na olimpiadę 1936 roku. Podczas olimpijskich regat w Kilonii wchodził w skład załogi jachtu Danuta, który sklasyfikowano na niezłym 11 miejscu.
Wybuch wojny przerwał studia na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Uniwersytetu Warszawskiego, ale nie powstrzymał żeglarskiej pasji. Umiejętności projektowania i budowy jachtów stały się sposobem na życie i zarabianie marnych okupacyjnych pieniędzy. Trudno aż uwierzyć, że okupanci nie zabronili uprawiania żeglarstwa na Wiśle. Zamkniętą strefą był jedynie odcinek pomiędzy mostami. W okolicach mostu Poniatowskiego Juliusz Sieradzki wraz z bosmanem przedwojennego Robotniczego Klubu Żeglarskiego – Segedą urządzili warsztat szkutniczy. Stara, zapomniana szopa była na tyle duża, że obok warsztatu można było urządzić niewielkie mieszkanie. Tereny nad Wisłą miały jeszcze dodatkową zaletę. Niemcy niechętnie je odwiedzali. Z wielu okupacyjnych wspomnień można dowiedzieć się, że namiastkę wolności można było znaleźć jedynie na Wiśle. Kto mógł więc spędzał czas z wiosłem w dłoni lub pod żaglami. Warsztat koło mostu nie narzekał na brak klientów. Projektowanie nowych jachtów również pozwalało choć na chwilę zapomnieć o otaczającej rzeczywistości. W 1940 r. Sieradzki zaprojektował płaskodenny jacht Pionier. Łódka była prosta w budowie i dostosowana do występujących wówczas mizernych materiałów. Podobno Pioniera można było zbudować na kawałku płaskiej podłogi. Była to nienajgorsza łódka, skoro jej plany wydawano jeszcze kilka lat po wojnie.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 1/2 (76/77) styczeń/luty 2014