25 września 2022


(felieton)

Polacy tak przestrzegają, by właściwy człowiek nie był na właściwym miejscu, że zawsze mnie bardzo dziwi, gdy z takim fenomenem gdzieś się wśród nas spotkam – dzielił się swoimi obserwacjami z czytelnikami londyńskich Wiadomości w 1952 roku Stanisław Cat Mackiewicz.

Tomasz Gerard

Tyle lat minęło od tamtego czasu, a wygląda na to, że spostrzeżenia naszego wybitnego dziennikarza są tak samo aktualne i dzisiaj. Pisze on dalej: „Oto Marian Hemar jest dyrektorem polskiego teatru emigracyjnego w Londynie i dlatego jego teatr gra przy wypełnionej do ostatniego krzesła widowni, podczas gdy inne emigracyjne imprezy artystyczno-kulturalno-płaczliwe wiodą raczej żywot żałosny. Ciśnie się wprost na usta groźne pytanie: jakim sposobem Hemar został dyrektorem teatru, skoro ma do tego całą pełnię kwalifikacji i wyjątkowy talent, kto do takiego absurdu w życiu polskim dopuścił, kto go na to stanowisko ośmielił się mianować czy wybrać?”. Cała tajemnica, jak się okazało, tkwiła w tym, że właśnie żaden minister, ani inny ważniak go nie mianował ale Hemar sam się tym dyrektorem zrobił... Już słyszę jęki i zgrzytanie zębów różnych „ludzi od kultury”, co to z nadania ministerialnego albo z łaski jakichś innych działaczy samorządowych żerują na podatnikach jak muchy na padlinie. I to całkiem bezkarnie, co ostatnio – zresztą nie pierwszy już raz – mogliśmy obserwować przy okazji plugawych „występów” na warszawskiej Pradze. Schemat jest prosty – taki jeden z drugim zostaje szefem przybytku „kultury”, a jakże, i ma dostawać kupę forsy, regularnie, co miesiąc (może jeszcze w nieoznaczonych banknotach?). Forsa ma być, bez względu na to co w tych przybytkach się wyrabia, a jakby ktoś chciał to weryfikować to zaraz w niego wolnością kultury, sztuką, co nie zna granic, swobodą wypowiedzi twórczej, autonomią artysty itp. sloganami. A że to żadni artyści nie są, to nawet średnio rozgarnięte dzieci wiedzą (chyba, że to tacy artyści, o których śpiewał Kazik Staszewski „bo wszyscy artyści to prostytutki...”). No właśnie dzieci wiedzą, a nie wiedzą ministrowie, co to niby zarządzają tymi resortami od kultury. A nie wiedzą, bo są właśnie ludźmi nie na swoich miejscach i kompletnie się do tego zarządzania i tej kultury nie nadają.


cały artykuł dostępny jest w wydaniu 3 (114) marzec 2017