24 października 2021


Około 200 kilometrów od polskiej granicy leży Wolfsburg, siedziba koncernu Volkswagen. Podążając autostradami w stronę Hanoweru i Hamburga trudno nie zwrócić uwagi na drogowskazy z napisem Autostadt. Zwykle mija się je, a nie będąc fanem niemieckiej marki komentuje złośliwie, że tu marzy się naszym sąsiadom europejskie Detroit, oparte na pomyśle Ferdynanda Porsche i wodza III Rzeszy, oraz brytyjskiej, powojennej pomocy. Tymczasem warto zboczyć z trasy aby zobaczyć miejsce, w którym historia przemysłu samochodowego styka się z jego przyszłością, gdzie można prześledzić proces powstawania współczesnego samochodu, umieszczony w ciągu ponad 100 letniej konstrukcyjnej ewolucji.


Ryszard Romanowski

Łatwo trafić na jeden z ogromnych parkingów. Wystarczy zwracać uwagę na drogowskazy i charakterystyczne cztery wysokie kominy znane z okładek płyt Pink Floyd. Na parkingu okazuje się, że godzina postoju kosztuje znacznie mniej niż w mieście, do tego obsługa potrafi dogadać się po polsku, kierując przybyłych do bram Autostadt. Ścieżkami wśród zieleni trafia się na parking przy głównym wejściu.

a_1

Tu kolejne zdziwienie. Wśród zaparkowanych aut, na normalnych miejscach parkingowych, stoi kilka najsłynniejszych samochodów z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Posiadają oryginalne tablice rejestracyjne z epoki, a od współczesnych braci odróżniają je przezroczyste gabloty chroniące przed wpływami atmosferycznymi.

Zbuduj samochód
Wejście znajduje się w ogromnym budynku Konzern-Forum. Wewnątrz, na ogromnej mapie pokazany jest światowy zasięg koncernu, a następnie, na perfekcyjnych makietach – stosunki wodne i zasoby energetyczne naszej planety. W kolejnych salach, przy pomocy najlepszych technik audiowizualnych, przedstawiono powstawanie projektu samochodu i pierwszych modeli.

a_2
a_3
a_4

Jeżeli ktoś chciałby wiedzieć więcej, w każdej chwili może zapytać kogoś z mówiącej w kilku językach obsługi. Ogromne wrażenie robi gliniana bryła naturalnej wielkości, z której sterowane numerycznie roboty wyczarowują kształt nadwozia. Następnie drobny, ręczny retusz, folia i ukazuje się samochód roku 2010: VW Polo. Model rożni się tylko tym od auta pochodzącego z produkcji, że za „niby-szybami” z folii nie ma nic, oprócz glinki.
(…)
cały artykuł dostępny jest w wydaniu 1/2 (28/29) styczeń/luty 2010