29 września 2022

Fstyczen2009


Wszystko zaczęło się ponad ćwierć wieku temu. Na śmietniku pełnym złomu z likwidowanego właśnie warsztatu znalazły się zardzewiałe szczątki dziwnego jednośladu. Niestety właściciel firmy właśnie zmarł i nikt nie był w stanie zidentyfikować pojazdu. Wiadomo było, ze tuż po wojnie przywiózł on wiele, zwykle nikomu nie potrzebnych gratów z dawnego lotniska Luftwaffe w okolicach Myśliborza.

Ryszard Romanowski

volugrafo665146999_sTajemnicza, niewielka rama, zbiornik paliwa, błotnik i koło zabezpieczone przed korozją czekały na identyfikację aż do epoki upowszechnienia się internetu. Jedyną wskazówką ich pochodzenia mógł być napis FIAT prześwitujący pod łuszczącą się piaskową farbą. Skąd jednoślad Fiata znalazł się w okolicach Gorzowa trudno było wyjaśnić, tym bardziej, że włoski koncern nigdy nie chwalił się produkcją nawet tak niewielkich motocykli.
Niewielka bardzo solidnie pospawana rama posiadała hak holowniczy. Malutkie koła i bardzo szeroki błotnik wskazywały na nietypowe ogumienie. Niemal 10 litrowy zbiornik paliwa świadczył o dużym zasięgu pojazdu.
Po latach poszukiwań okazało się, że jest to motorynka powstała w turyńskiej Officina Meccaniche Volugrafo, a nosiła nazwę Aeromoto Aviolanciabile ,,Volugrafo’’. Przeznaczona była dla 185 dywizji komandosów włoskich Folgore po polsku Grom. Formacja istnieje do dzisiaj i jest elitą europejskich sił specjalnych. Zasłynęła m. in. podczas walk w Libanie i Iraku. Podczas II wojny światowej walczyła m.in. pod El Alamein. Długo po wycofaniu się hitlerowskich oddziałów gen. Erwina Rommla Folgore rozpaczliwie broniło przed aliantami równiny Kataru. Jeszcze miesiąc po zwycięskiej bitwie donosiło o tym radio BBC. Oryginalny piaskowy kolor znalezionych na śmietniku części wskazuje, że pojazd przeznaczony był do walk w Afryce.

tajemnicza, niewielka rama, zbiornik paliwa, błotnik i koło zabezpieczone przed korozją czekały na identyfikację aż do epoki upowszechnienia się internetu


cały artykuł dostępny jest w wydaniu 1/2 (16/17) styczeń/luty 2009


Chociaż tytuł może kojarzyć się w pierwszej chwili z jakimiś tajemniczymi instalacjami bądź urządzeniami, mającymi pozwalać na kontrolę nad procesami pogodowymi, nie to – a przynajmniej nie do końca – będzie tematem niniejszego artykułu. Przyjrzymy się bowiem urządzeniom, które wprawdzie kontrolują klimat, ale czynią to w bardzo ograniczonej przestrzeni.

Opracowanie: Maciej Stanisławski

Meble chłodnicze stanowią wyposażenie różnego rodzaju sklepów branży spożywczej. Wśród nich można wskazać następujące rodzaje:

  • lady bądź witryny chłodnicze,
  • regały chłodnicze,
  • wyspy, gondole bądź bonety mroźnicze,
  • szafy chłodnicze,

Różnią się one niekiedy jedynie nazewnictwem (bardzo często w zależności od producenta), ale najczęściej przyjętymi rozwiązaniami technicznymi (z własnym agregatem, z zasilaniem zewnętrznym etc.). Odbiorcy urządzeń chłodniczych, decydując o wyborze danego typu mebla, biorą przede wszystkim pod uwagę jego przeznaczenie (w tym asortyment przechowywanych towarów) oraz charakter prowadzonej działalności – samoobsługowa lub z obsługą. Istotne oczywiście są również względy estetyczne. O tym wszystkim muszą pamiętać firmy chcące zaistnieć na spożywczym rynku.

JBG2
Początki marki JBG sięgają 1989 roku, kiedy to rozpoczęto produkcję urządzeń z agregatem własnym. W 2001 roku – w odpowiedzi na zachodzące w branży zmiany - uruchomiono produkcję urządzeń marketowych i do dnia dzisiejszego firma osiągnęła pozycję lidera wśród polskich producentów. Budowa nowoczesnej hali produkcyjnej z profesjonalnym zapleczem technicznym i socjalnym umożliwiła pośrednio stworzenie nowej linii urządzeń przeznaczonej dla super- i hiper-marketów oraz systematyczne rozwijanie serii urządzeń wyposażonych we własne agregaty.
Logo JBG2 jest rozpoznawalne na rynkach całego niemalże świata: od Szwecji po Bałkany; od Wielkiej Brytanii po Rosję, a także w Azji i Afryce. Jako producent mebli chłodniczych, firma współpracuje z niemal wszystkimi międzynarodowymi sieciami handlowymi, takimi jak: Auchan, Elea, Tesco, Champion (Carrefour), real, E.Leclerc, Leader Price (Geant), Intermarche, a przez przedstawicieli dociera do regionalnych sieci handlowych: Metro Market, Seoudi Market, Fathalla Gomla Market w Egipcie, Univers All w Rumunii, Kopiejka, Karawan, Alternatywa, Alpi, Samochwał w Rosji, Namatekas, Zemaitios Pienas na Litwie, Anwar w Kazachstanie, Kapi, Wopak na Ukrainie, Arbat na Węgrzech. We wszystkich wymienionych placówkach pracują urządzenia  polskiej firmy. Czyż nie imponujące?

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 1/2 (16/17) styczeń/luty 2009


(felieton)


Zima zaskakuje drogowców, kryzys zaskakuje ekonomistów, klasówka zaskakuje uczniów, a podwyżki zaskakują wyborców. Niesamowite! Chociaż, dlaczego nie? Przecież sprawdzian z przerobionego na lekcjach materiału to rzecz równie niezwykła, jak śnieg w styczniu.

Tomasz Gerard

Kiedyś elementem ćwiczeń wojennych była umiejętność ataku z zaskoczenia. Dziś, w dobie pacyfizmu i nieustannej walki o pokój, umiejętność ataku jest nikomu do niczego nie potrzebna. A ataku z zaskoczenia to już w ogóle. Po co? Przecież wszyscy i tak są nieustannie zaskoczeni.
Jakiś czas temu wszystkich zaskoczyła wiadomość o otwarciu, w naszym kraju, fabryki jednego z międzynarodowych koncernów przemysłowych. Towarzyszyły temu oczywiście triumfalne komunikaty w mediach. Wszyscy cmokali z zadowolenia, że mimo azjatyckiej dominacji w sferze produkcyjnej, to właśnie u nas taka firma buduje fabrykę. To wielkie zaskoczenie – mówili. Byliby dopiero zaskoczeni, gdyby się dowiedzieli ile pieniędzy podatników poszło na zwabienie takiego potentata. Jakież obietnice musiały mu władze poczynić, żeby się łaskawie zgodził. Nam, zwykłym ludziom, nie muszą władze czynić żadnych obietnic, no chyba, że przed wyborami. A po wyborach? To przecież jasne – pełne zaskoczenie! – nikt się nie spodziewał, że te obietnice to będą bez pokrycia. A przecież minister, to po łacinie sługa, a jak z ta służbą jest – każdy widzi. Chociaż nie, nie każdy. Większość jest jak zwykle zaskoczona, najczęściej „arogancją władzy”, jak się to eufemistycznie określa.
Powszechne jest narzekanie na niski poziom wykształcenia absolwentów nomen omen wyższych uczelni – wszystkich to dziwi. Ale jakoś mało kto chciałby zmienić stan, który jest tego przyczyną. Państwowe, marnie opłacane szkolnictwo jest w stanie przyciągnąć do pracy jedynie nielicznych pasjonatów albo masowo – jednostki co najwyżej przeciętne. Czemu więc dziwi kogokolwiek poziom absolwentów wyedukowanych przez takich nauczycieli?

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 1/2 (16/17) styczeń/luty 2009




Klejenie jest moją pasją od lat. Czasem nawet odnoszę wrażenie, że gdybym mógł, to wszystko bym sklejał. To prawda, skrzywienia są często okropnie dolegliwe, zwłaszcza dla otoczenia. Jak każda technologia, klejenie ma jednak swoje ograniczenia i w jednych wypadkach warto je zastosować, w drugich nie.

Marek Bernaciak

Kiedy warto pomyśleć o klejeniu?

  • Gdy musimy łączyć różne substraty, jak:

-szkło z metalem (typowe zastosowanie klejów),
-skórę z pianką.

  • Gdy zależy nam na usztywnieniu konstrukcji, przy jednoczesnym obniżeniu jej masy. Np.:

-konstrukcje lotnicze (ciągła walka o niską masę),
-usztywnienia pokrywy silnika.

  • Gdy chcemy osiągnąć wysoką odporność konstrukcji na wibracje i obciążenia udarowe. Np.:

-zabezpieczenia śrub przed odkręcaniem,
-poszycia i kadłuby łodzi motorowych,
-elektronika,
-turbiny silników odrzutowych,
-głośniki.

  • Gdy zależy nam na niewidocznym lub estetycznym złączu. Np.:

-śruby na elementach wykonanych z laminatów poliestrowo-szklanych,
-wzierniki i okienka w obudowach,
-meblarstwo,
-budownictwo.

  • Gdy chcemy osiągnąć szczelność i odporność na korozję. Np.:

-poszycia autobusów,
-blachy anodowane, ocynkowane do konstrukcji stalowych. Oczywiście, często powyższe sytuacje występują grupowo.

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 1/2 (16/17) styczeń/luty 2009


Każdy zautomatyzowany proces łączenia, niezależnie od tego czy został on zdefiniowany na podstawie obliczeń teoretycznych czy zagregowanych danych doświadczalnych, musi zostać poddany walidacji tzn. potwierdzeniu, że rzeczywiście prowadzi do zaplanowanych wyników.


Piotr Ornak

Przeprowadzając badania wykonanych połączeń (wymiarów, wyglądu zewnętrznego oraz wewnętrznego z wykorzystaniem mikroskopów akustycznych, elektronowych, oraz promieni Roentgena)  oraz badania niszczące oczekiwanych parametrów połączenia (np. sił ścinających, rozciągających, przewodności elektrycznej) w oczekiwanych warunkach środowiskowych (np. cykle temperaturowe, skoki temperatury, wibracje, narażenia atmosferyczne) możemy sprawdzić, czy zaplanowane wyniki procesu, tj. jakość połączenia, odpowiadają założeniom.
W konsekwencji zakładając, że zapewnimy niezmienność zwalidowanego procesu niezależnie od zaistniałych zakłóceń procesowych, uzyskamy zawsze oczekiwaną jakość połączenia.
Doprowadzenie do sytuacji w której, zamiast sterować procesem spajania na podstawie efektu ostatecznego, skupiamy się na zapewnieniu powtarzalności zwalidowanego procesu, pozwala nam przejść na niższą warstwę sterowania (np. zamiast sterować lutowaniem, sterujemy temperaturą lutowania), co upraszcza zagadnienie do stopnia umożliwiającego zastosowanie w przemyśle.
Wybór reprezentatywnych wielkości fizycznych oraz sposobu ich pomiaru (zmiennych regulowanych) muszą spełnić wymagania kompletności reprezentacji w celu osiągnięcia powtarzalności procesu, oraz wymagania zapewnienia najniższych kosztów produkcji.
W rzeczywistych procesach produkcyjnych, podejmując decyzję zastosowania konkretnego procesu i sposobu jego regulacji, uwzględnia się konsekwencje ekonomiczne, wpływające na uzyskanie założonej wydajności procesu (co narzuca określone ramy czasowe na jego przebieg), oraz na poziom braków (co wymaga uwzględnienia rozrzutu parametrów mechanicznych składników) a tym samym zapewnienia zdolności kontrolowanej reakcji na zakłócenia procesowe.

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 1/2 (16/17) styczeń/luty 2009