23 października 2021


Cztery lata temu nieliczna grupka polskich kibiców na X wyścigu motocykli historycznych w czeskiej Brannie narzekała, że wśród zawodników z całej  Europy brakuje Polaków i polskich motocykli wyścigowych. Z zazdrością podziwiano doskonale utrzymane Jawy, CZ i ESO naszych południowych sąsiadów. W tym roku sytuacja uległa zmianie. Polak prowadzący Triumpha TR 6 stanął na najwyższym stopniu podium, a na torze pojawił się Junak.

Ryszard Romanowski

branna2011

Wśród wielu rund mistrzostw motocykli historycznych Branna jest miejscem szczególnym. Tor wiedzie ulicami zabytkowego miasta i bardzo przypomina Tourist Trophy na wyspie Man. Zawodnicy rywalizują o nagrodę Vaclava Parusa, czeskiego zawodnika, który oprócz wielu tytułów ma chyba najcenniejsze dla wyścigowego motocyklisty – statuetkę z wyspy.
Miasto przez dwa dni żyje wyścigami, a co najdziwniejsze, nie przeszkadza to mieszkańcom. Nikt nie pisze petycji podobnych do tych, na temat hałasu na Torze Poznań. Trwają wyścigi, kibice nie szczędzą pieniędzy na zakupy jedzenia i pamiątek, i interes dobrze się kręci. Na podwórkach lokują się zespoły wyścigowe. W namiotach uwijają się mechanicy i każdy może oglądać ich pracę, rozmawiać i poznawać motocykle, które trudno znaleźć nawet w renomowanych muzeach. Widok maszyn pędzących ponad 200 km/h wąską ulicą, pomiędzy ścianami domów, to również doznanie, którego nie da się przeżyć na żadnym zamkniętym torze wyścigowym.
Branna, znana również pod dawną nazwą Kolstejn, to miejsce, w którym trudno oprzeć się refleksjom nad rozwojem techniki motocyklowej i wyścigów drogowych. Tym bardziej, że niemal w każdym miejscu trafić można na pojazdy z czasów, kiedy to motocykl był zwyczajnym i najpowszechniejszym środkiem transportu. W poszczególnych wyścigach widać wyraźnie okresy dominacji przemysłu brytyjskiego, włoskiego i czasy, kiedy to na rynku europejskim nieśmiało pojawili się Japończycy.


cały artykuł dostępny jest w wydaniu 10 (49) Październik 2011