22 października 2021


(felieton)


Ktoś może myśleć, że dzisiejszy świat, pełen wygód i usprawnień na wszelkich polach jest miejscem niekończących się przeżyć miłych, łatwych i przyjemnych. Może dla zwykłych zjadaczy chleba tak jest, ale w żadnym razie nie dla kogoś kto chce być „na czasie”. Jak to przecież trudno być „na bieżąco”, ileż wysiłku trzeba włożyć, ileż trudu i mozołu potrzeba, żeby uchodzić za człowieka nowoczesnego!

Tomasz Gerard

Weźmy dla przykładu takiego zacofanego tradycjonalistę albo innego konserwatystę. On nie musi siedzieć godzinami przed telewizorem i wchłaniać te bełkotliwe publicystyczne trzy po trzy albo arcyknoty X muzy. On nie musi wysłuchiwać nienaturalnie pobudzonych radiowców trajkocących bezmyślnie, byle ciągle. Takiemu łatwo mówić. A ty człowieku, jeśli chcesz coś móc powiedzieć w towarzystwie musisz te wszystkie seriale obejrzeć. Najlepiej robić sobie notatki z poszczególnych odcinków, bo trudno się w nich połapać – nic się nie dzieje, co by zasługiwało na jakąkolwiek uwagę, a tu już dziesiąty odcinek o tym samym, czyli o niczym. Chociaż, co do tych notatek, to w niektórych gazetach dla ludzi, którzy chcą być na poziomie, drukują streszczenia każdego odcinka każdego serialu, żeby można było nadążyć i błyszczeć w towarzystwie. Te gazety to wiedzą co człowiekowi nowoczesnemu potrzebne – w końcu robią je sami nowocześni ludzie.
Musisz jeszcze potem przeczytać wszystkie dzienniki, komentarze, najlepiej z jakichś zagranicznych gazet (ma się rozumieć tłumaczone w polskojęzycznych zaprzyjaźnionych mediach, bo w oryginale to nie, może byś trafił na jakieś niewłaściwe treści, znaczy się – nienowoczesne, które by mówiły coś innego i jak wtedy wytłumaczyć w towarzystwie, że masz inne zdanie na jakiś temat – pomyślą, że czegoś nie zrozumiałeś). Aha, i koniecznie trzeba znać wymowę nazwisk wszystkich zagranicznych polityków i aktorów, ewentualnie piosenkarzy też. I dobrze jest wiedzieć co lubią jeść i gdzie „bywać”. Taką wiedzą też można błyszczeć na salonach.
Bezwzględnie nie można sobie pozwolić być staromodnym w ubiorze! Jakakolwiek ekstrawagancja musi być starannie wyreżyserowana (tzn. trzeba wcześniej coś takiego zobaczyć w jakimś filmie, albo w żurnalu, żadnych eksperymentów). Aby być zaakceptowanym w towarzystwie trzeba też znać całą listę różnych kosmetyków, a najlepiej kilka z nich sobie kupić i od czasu do czasu zaaplikować. Wtedy w czasie jakiejś dyskusji na poważne tematy, w jakimś wyjątkowym gronie nowoczesnych ludzi można będzie, niby od niechcenia, wtrącić: – A ja używałem tego serum Guerlaina, wiesz, tego napinającego skórę, i wiesz co? Nie uważam żeby był taki rewelacyjny, jak o nim mówią, nie zauważyłem żadnych zmian ani w kącikach ust, ani, wiesz, tu, na podbródku też nie. Oprócz człowieka, który jest nowoczesny i na czasie, zyskasz sobie opinię odważnego eksperymentatora. Ugruntujesz ją jak wykażesz się uczestnictwem w jakiejś offowej imprezie (jako performer najlepiej), albo gdy zjesz jakieś dziwne danie. Ale pamiętaj, żadnych wynalazków, to musi być wczesne naśladownictwo jakiegoś gwiazdora z telewizji. Np. – Ten rodzaj tiradito z lumbricusa jedliśmy tylko we trzech: Kofi Anan, Bono i ja.

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 4 (55) kwiecień 2012