17 października 2021

(felieton)

Stary kawał. W sklepie fotograficznym:
– Poproszę episkopat.
– Chyba epidiaskop...
– Chyba wiem co mówię! W szkole byłem prymasem!

Tomasz Gerard

Tak to już się porobiło, że na skutek powszechnej edukacji ludzie nie znają dziś znaczenia prostych nawet wyrazów. Ale to oczywiście nie jest żaden przypadek, tylko zamierzone działanie otumaniające. Chociażby sama ta edukacja – wydawałoby się, że oznacza nauczanie, ale nie, nie w bolszewii. Tu wszystko jest na odwrót. A więc edukacja to inaczej klasyczne odmóżdżanie, infantylizacja, likwidacja myślenia przyczynowo-skutkowego. Dlatego tak się upierają, żeby jak najmłodsze dzieci porywać w swoje objęcia – zanim zaczną one myśleć samodzielnie. Sławny działacz bolszewicki Uljanow (pseudonim: Lenin) głosił przecież „dajcie mi dzieci w wieku lat trzech, a ja wam ich już nigdy nie oddam”. W bolszewii więc polityka prorodzinna (taka niby dla dobra rodziny) to m.in. więcej żłobków i przedszkoli, i innych miejsc przenicowywania umysłów dziecięcych według rozkazów stosownych komitetów. To też obniżanie wieku szkolnego w tym samym celu. A otumaniony naród myśli, że to jest rzeczywiście jakieś dobro.
Rewolucja dotarła więc i tu – w obszar języka. Choć właściwie to był jeden z ważniejszych frontów walki o wolność i demokrację, i lepszą przyszłość. Samo słowo: rewolucja, rewolucyjny – to teraz ma być coś pozytywnego, nowoczesnego, wspaniałego. A przecież rewolucja (każda) to zniszczenie, bezprawie, upodlenie, barbarzyństwo, wylew najgorszych instynktów, obrzydliwości, najpodlejszych osobowości, dyktatura zwyrodnialstwa, dominacja mutantów i degeneratów. Gdyby dajmy na to w takiej inżynierii naprawdę odbyła się rewolucja, to obudzilibyśmy się w czasach sprzed wynalezienia koła. W warstwie semantycznej rewolucja przynosi bełkot, chaos i kłamstwo. Jak więc coś rewolucyjnego może być dobre? Ano, jak widać, dla wielu – może. Nie przeszkadza im, że czarne nazywane jest białym, dobro złem, a zło dobrem. Nie mają „weny” do takich przemyśleń, to zbyt zagmatwane itd. Lepiej nie zawracać sobie głowy znaczeniem wyrazów i wybierać przyszłość, a rozum – odłożyć na półkę, albo upuścić gdzieś na ulicy („Znalazłem na ulicy rozum, prawie nieużywany” opowiadał Jan Kobuszewski).

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 3 (66) marzec 2013