21 października 2021


Podczas ostatniego Zlotu Samolotów Ultralekkich i Motolotni w Trzebiczu Nowym można było oglądać trzy wiatrakowce Zen 1 zbudowane w firmie Aviation Artur Trendak  z Jaktorowa, nieopodal Warszawy. Maszyny zachwyciły jakością wykonania, dotychczas bowiem te rodzaje statków powietrznych kojarzono głównie z konstrukcjami amatorskimi.


Ryszard Romanowski

Zdarzało się co prawda czasem oglądać fabryczne produkty włoskiej firmy Magni lub czeskiej Proair, ale teraz – trzy niemal identyczne polskie maszyny z zamkniętymi, wręcz luksusowymi, kabinami robiły ogromne wrażenie. Fascynacja publiczności wiatrakowcami wzrosła jeszcze bardziej gdy piloci zademonstrowali możliwości tych maszyn w powietrzu.

wiatrakowce

Wiatrakowce to zapomniane statki powietrzne, które znowu mają szansę wrócić w przestworza. Ich twórca, Hiszpan Juan de la Cierva, już pod koniec lat dwudziestych XX wieku opracował użyteczny model wiatrakowca. Błyskawicznie zaproszono go do USA. Oczekiwano, że jego konstrukcje zrewolucjonizują transport. W ówczesnych gazetach pojawiały się rysunki przedstawiające wiatrakowce szybujące nad wieżowcami i parkujące pod domami. Szeroka publiczność oczekiwała, że de la Cierva zostanie kimś w rodzaju drugiego Henry Forda, który zmotoryzował Amerykę; Cierva miał Amerykanom otworzyć niebo. Dziś może wydawać się to śmieszne, ale oczekiwania te oparte były na możliwościach i właściwościach wiatrakowców. Maszyny te potrzebowały do startu pasa o długości maksymalnie 100 metrów, lądowały zaś na kilku metrach. Wytwarzana siła nośna, przez nienapędzany żadnym silnikiem wirnik, działała cały czas i nawet gdy maszyna przestała się poruszać do przodu nic nie groziło pasażerom. Wiatrakowiec po prostu spadał łagodnie jak listek i miękko lądował na ziemi. Koszty eksploatacji były podobne do samochodu, a twierdzono, że nauczyć się pilotażu tej maszyny było łatwiej niż prowadzić Forda T, z planetarną skrzynią biegów. Przewidywano, że za kilka lat ruch drogowy przeniesie się w przestworza. Tak się jednak nie stało.

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 9 (72) wrzesień 2013