16 października 2021

Wszystkie opracowane wersje silników są smarowane centralną pompą olejową. Są ekologicznie czyste, o ponad dwukrotnie wyższych osiągach, tańsze, mniejsze, o dużym momencie obrotowym już przy niskich obrotach, o sprawności znacznie powyżej 60%, co przekłada się na niskie zużycie paliwa. To silniki, w których raz zalany olej do skrzyni korbowej, z racji na brak kontaktu z produktami spalania, nie podlega wymianie przez cały okres użytkowania silnika, a którego wolne obroty są w granicach 100- 200 RPM; silniki, których zwielokrotniona moc nie powoduje zwiększenia obciążenia poszczególnych jego części. Są to silniki o niskich oporach wewnętrznych, a więc dużej żywotności. Wersja z doładowaniem nie tylko nie wymaga stosowania drogiej i często awaryjnej turbosprężarki, ale koszt realizacji takiego doładowania jest praktycznie zerowy. To darmowe doładowanie pozbawione jest też wad współczesnych turbosprężarek, takich jak bezwładność czasowa, ryzyko uszkodzenia przy spadających obrotach silnika, czy ich start dopiero po przekroczeniu określonego progu obrotów. Ta swoista autosprężarka „rusza” bez żadnej zwłoki czasowej już z wolnych obrotów, a jej moc rośnie wraz ze wzrostem mocy silnika. Nie wymaga stosowania intercooler’a, dodatkowego smarowania, czy częstego serwisu.

wal korbowy silnika czterocylindrowego
Rys. 4  Widok wału korbowego silnika czterocylindrowego

Kiedy powstał pierwszy, jeszcze nie dopracowany, silnik z zaworem w tłoku, postanowiłem go opatentować. Nie miałem pojęcia jak to zrobić. Udałem się na politechnikę, do biblioteki, żeby sprawdzić, czy to, co wymyśliłem na pewno jest nowością. Okazało się, że politechnika jest zbiorem archiwaliów i skansenem techniki. Żadnych nowości. Książki z epoki kamienia łupanego. Niczego tam nie znalazłem. Zacząłem szukać w internecie, ale i tam zarys wiedzy nie był imponujący. Zgłosiłem więc cały silnik do opatentowania. Opisałem rozwiązania i sformułowałem zastrzeżenia. To był błąd, ponieważ silnik zawierał zbyt dużo różnych rozwiązań, a zgłoszenie patentowe powinno dotyczyć tylko jednego, konkretnego rozwiązania. Zrezygnowałem z większości z nich, a resztę ograniczyłem do dwóch zgłoszeń. Potem dorzuciłem jeszcze dwa, więc razem zgłosiłem cztery wnioski krajowe. Dwa z nich zgłosiłem jako międzynarodowe, a dwa czekają jeszcze na swoją kolejkę. O ile koszty zgłoszenia wniosku w Polsce są niskie, o tyle zgłoszenie międzynarodowe, przy wszystkich zniżkach jednostkowo oscylują w granicach 10.000 zł. Tu powstaje dylemat. Skąd przeciętny polski zjadacz chleba, ma wziąć 10.000 zł, a na zgłoszenie dwóch wniosków, aż 20.000 zł? W mediach tyle się mówi na temat innowacyjnej gospodarki, że państwo stawia na innowacje, że pomaga, że to jest przyszłość naszej gospodarki, itd. Pomyślałem więc, że mam dużo szczęścia, bo trafiłem na właściwy moment i mogę liczyć na szeroką pomoc państwa. Zacząłem szukać w urzędach, instytucjach, parkach naukowo-technologicznych itp., itd. Wszędzie napotykałem na miłe panie, ładne słówka, poklepywanie po ramieniu, ale... nigdzie nie uzyskałem żadnej pomocy!!! Żadnego wsparcia, dobrej rady, czy pomocy finansowej. Zostałem sam ze swoimi wynalazkami. Z przeróżnych zakamarków i zaskórniaków wyskrobałem w końcu dwadzieścia tysięcy i wpłaciłem na dwa pierwsze wnioski. Zastanawiałem się przy tym, dlaczego takie zupełnie abstrakcyjne, ale za to oficjalne, politechniczne projekty, jak np. łazik marsjański, dostają gigantyczne dofinansowanie, a projekt użytkowego silnika, który być może zmieni oblicze motoryzacji – nie? Dlaczego indywidualny wynalazca nie ma do kogo się zwrócić o dofinansowanie zagranicznego zgłoszenia patentowego? Dlaczego aby zbudować prototyp i przebadać go, wynalazca musi sam zainwestować, potem zgłosić się do instytutu, bo tylko w takim przypadku państwo zapłaci instytutowi za usługę? Po co tyle mówić na temat wspierania innowacyjnej gospodarki, skoro dla wynalazcy nie przewidziano żadnej, ale to żadnej pomocy? Kiedy oglądam programy telewizyjne, w których między wysokimi oficjelami toczy się dyskusja, co zrobić, żeby pobudzić innowacyjność, żeby Polacy wreszcie zaczęli zgłaszać więcej wniosków patentowych, to mam gotową odpowiedź. Trzeba stworzyć program pomocy finansowej wynalazcom, szczególnie tym indywidualnym, którzy nie mają „dojść”, czy znajomych w kręgach decyzyjnych. Koszty zgłoszeń patentowych za granicą przerastają możliwości przeciętnych Polaków. Bez systemowych rozwiązań tej kwestii nic się nie zmieni. Polacy to wyjątkowo dociekliwy i zdolny naród, ale niestety pozbawiony możliwości. Polska to piękny kraj, ale niestety kraj braku szans, gdzie nikomu nic się nie opłaca i nikomu się nie pomaga.

wal korbowy silnika czterocylindrowego 2
Rys. 5  Wał korbowy silnika czterocylindrowego

5. 6. 7. 8.    Tłoki
9.10.    Suwaki
13.    Walec obrotowy
14.    Wał korbowy
15.    Koło zębate walca obrotowego
16.    Koło zębate wałka
17.    Wałek
29.    Krzywka zaworu dolotowego
30.    Krzywka zaworu wydechowego
71.    Pierścień środkowy wału
72.    Pierścień zewnętrzny wału

Ale za to odbywają się niekończące dyskusje, co zrobić? Niestety, dyskusje sobie, a życie sobie. Zaczynam się zastanawiać nad sensem zgłaszania pozostałych dwóch moich wniosków, gdyż czeka mnie wydatek następnych dwudziestu tysięcy, których po prostu nie mam. Wszyscy, którym pokazałem kompletne opracowanie moich silników namawiają mnie do zbudowania prototypu. Tylko ja pytam, po co? Opracowanie jest na tyle czytelne, że fachowiec od silników od razu potrafi ocenić jego wartość, nawet bez badania prototypu. Wszystkie wersje silników zbudowane są na bazie istniejących części, a stworzenie profesjonalnego prototypu pochłonęłoby niebotyczne nakłady finansowe. Samo opracowanie mapy wtrysku wymagałoby mrówczej pracy i mnóstwa prób. Jak mam to w Polsce zrobić, skoro nie stać mnie nawet na pokrycie kosztów zgłoszenia, a żadna z instytucji nie jest tym nawet zainteresowana? Mój kolega zaproponował, aby otworzyć firmę w Londynie, która zajmie się zdobywaniem funduszy na zbudowanie prototypu. Ja, naiwny polski patriota, zaraz zapytałem, dlaczego w Londynie, a nie tu, w Polsce? Z kilku powodów. Tamtejszy fiskus jest o wiele bardziej łaskawy, czytaj: tańszy. Po pierwsze, nie zniszczy mnie zanim na moje konto wpłynie pierwszy funt, a po drugie, tam jest zupełnie inny klimat inwestycyjny. Tam jest znacznie łatwiej znaleźć potencjalnych zainteresowanych.
Jak na razie jestem trochę romantykiem, trochę ryzykantem, gdyż na ewentualne profity z tytułu ewentualnej odsprzedaży praw patentowych nie mogę liczyć wcześniej, jak przed upływem ośmiu lat. Ale mimo wszystko, zachęcam do pracy, szczególnie młodych wynalazców, gdyż przygoda z techniką, tworzenie nowych rozwiązań działa pobudzająco, jak mało co. Osiągnięcie intelektualnego sukcesu daje mnóstwo zadowolenia i satysfakcji, a nadzieja, że kiedyś sukces ten może przerodzić się w medialny, czy finansowy powinna być dodatkowym dopingiem do działania. Zawsze przecież można mieć nadzieję, że i u nas, kiedyś, zapanuje normalność, że kiedyś będzie nas stać na zgłaszanie międzynarodowych wniosków patentowych, że polskie władze w końcu stworzą autentyczny klimat dla innowacyjności, że młodzi wynalazcy nie będą musieli wyjeżdżać do Londynu i że to Polacy będą siłą napędową nowoczesnej gospodarki.
Polacy to bardzo zdolny naród. Wystarczy im dać szansę, a dokonają prawdziwych cudów.

Jacek Majewski



artykuł pochodzi z wydania 3 (90) marzec 2015