21 października 2021


Drodzy Czytelnicy,

Dziś, w dobie kolegialności, ciągłych debat, zebrań, narad, posiedzeń i związanej z tym wszystkim nieodpowiedzialności, albo najwyżej ograniczonej odpowiedzialności, mamy brak rąk do pracy. Zwłaszcza jeśli chodzi o specjalistów. Do debatowania i konferowania chętnych nie brakuje. Szczególny rozgłos (i pełne patosu nazwy) nadaje się różnym hucznym spotkaniom, na których wysoko postawione osobistości pouczają innych jak funkcjonować w zmieniających się warunkach gospodarczych. Problem w tym, że najczęściej są to bezwartościowe pogadanki o tym, że Polakom i polskim firmom brakuje tzw. kompetencji biznesowych, albo że jesteśmy za mało „zinformatyzowani”, albo też że z tą innowacyjnością to u nas słabo. Te imprezy niosą oczywiście wartość i to konkretną – ale jedynie dla organizatorów i zaproszonych ważnych prelegentów. Niestety, nie są w żadnym razie użyteczne dla tych, do których podobno są skierowane. Często takie wydarzenia współorganizowane są przez różne organy władzy, która zamiast bezproduktywnie debatować mogłaby – gdyby chciała – wpłynąć zarówno na innowacyjność, jak i na rozwój firm i biznesów. Bowiem to srogi ucisk podatkowy i rozdęta do granic biurokracja – to są hamulce polskiej przedsiębiorczości, a nie to, że dzieci nie umieją zakładać kont bankowych (jak można było usłyszeć podczas głośnego ostatnio kongresu). Jeśli w programach szkolnych z przedmiotu Podstawy przedsiębiorczości młodzież ma się uczyć jak wypełniać PITy, to nietrudno pojąć, że te programy i ośrodki, które je układały (i zatwierdzały), żadnej przedsiębiorczości tutaj nie chcą.
Rzecz nie dotyczy oczywiście tylko naszego krajowego podwórka. Ciągłe debaty, zebrania, narady i posiedzenia to poważny problem całego tzw. nowoczesnego świata. Jak wyliczyli specjaliści z MIT, przeciętny menedżer spędza 23 godziny tygodniowo na spotkaniach, a że średni tydzień pracy wynosi ok. 47 godzin, to wychodzi, że jest to prawie połowa! Ponieważ większość kadry kierowniczej i specjalistów pracuje przez około 45 lat, to znaczy, że 22 lata spędzają na spotkaniach, gdzie co najmniej jedna trzecia czasu jest marnowana na nieistotne rozmowy i nudne prezentacje. Tyle Amerykanie, którzy lubią badać wszystkich i wszystko. To jednak jak najbardziej międzynarodowy trend, który można by określić pozorami działania, albo działaniem pozornym: pozorna troska o rozwój, pozorna praca, pozornie ważne tematy. Tylko zyski pozorantów i ucisk reszty pozostają rzeczywiste.

 

Przemysław Zbierski