27 lutego 2024

 

Polski Münch 2000 stand

Minęło 10 lat od premiery Müncha 2000 i motocykl ten nadal nie ma konkurentów. Oglądanie go na drodze lub na branżowych wystawach graniczy z cudem. Wszak zbudowano tylko 15 egzemplarzy.

Ryszard Romanowski

Po raz ostatni oglądałem ten pojazd na Międzynarodowych Targach Poznańskich w 2001 roku. Trudno zapomnieć jaką dumę budził wtedy ten – jeden z niewielu polskich projektów – zrealizowany perfekcyjnie i, jak niewiele innych, przemawiający do wyobraźni. Sylwetka, którą od kilku lat kopiują Japończycy, potężny silnik i całość, nie pozostawiająca wątpliwości, że jest to Münch Mammut, chociaż w każdym szczególe różna od poprzedników. Szkoda, że nie zaopatrzyłem się wtedy w dyktafon i porządny aparat fotograficzny. Liczyłem, że będzie jeszcze wiele okazji. W Poznaniu były pierwsze egzemplarze, a zapowiadano serię 250 sztuk. MTP uhonorowało silnik złotym medalem, co wywołało złośliwe komentarze moich kolegów, że w zasadzie nie było żadnej konkurencji, a nagrodzono tylko silnik, żeby przez kilka lat produkcji mieć okazję do nagradzenia co roku kolejnych elementów. Nie było również tajemnicą, że autorem zarówno projektu, jak i jego wykonania, jest inżynier Konrad Czwordon, który od 1998 roku pracuje w zespole Friedla Müncha i zaprojektował coś ciekawszego niż kolejną wersję powiększonego silnika NSU Prinz.

Polski Münch 2000

Po 10 latach, gdy nie obowiązują już żadne tajemnice, spotykam się z inż. Czwordonem w Ostrowie Wielkopolskim, miejscu, w którym powstało 15 motocykli. Po chwili rozmowy inżynier zaprasza mnie do sklepowego magazynu i odsłania Müncha 2000 z nie pomalowanym jeszcze nadwoziem.

— To jest model nr 0 lub 16, zależy jak liczyć — mówi. Okopcona rura wydechowa świadczy, że silnik pracował. Brakuje tarcz hamulcowych i lakieru.

Polski Münch 2000 schematy silnika

— W prasie, a nawet w niektórych tanich leksykonach motocyklowych, można przeczytać, że silnik ma związki z Oplem Calibrą?

— Z Oplem nie ma kompletnie nic wspólnego. Silnik posiada głowicę i wał korbowy firmy Cosworth. Blok silnika i elementy są całkowicie naszą konstrukcją nie wzorowaną na niczym innym. Dochodziliśmy do wszystkiego sami.

 Münch 2000 silnik

Moją ambicją było również to, aby wszystko, co dało się zrobić do tego pojazdu, było robione w Polsce. Samo miejsce produkcji jak i miejsca powstawania poszczególnych elementów musieliśmy trzymać w tajemnicy, również dlatego aby nam nie przeszkadzano. Nawet w jednym z pierwszych wywiadów prasowych mówiłem o Ostrowie pod Wrocławiem. W rezultacie trudno było nas odszukać. Gorzowski Gormetal spawał np. ramę z dostarczonych przez nas elementów. Jest to ciekawa konstrukcja składająca się z pięciu elementów, jeden bok ramy to jest jeden element. Na tym właśnie polegała prostota naszych pomysłów, najwięcej niech robią maszyny. W ramie jest szczegół unikalny, jeszcze nie skopiowany przez nikogo. Obserwując marynarzy widzimy jak chodzą po rozchybotanym pokładzie na rozstawionych szeroko i zgiętych nogach. Wystarczy spojrzeć na dolną część naszej ramy aby zobaczyć „kolana marynarza”. W każdym razie myśmy tak to nazwali. Tam musi być elastyczność. Gdyby tego nie było silnik nie miałby jak przenosić drgań, a tak – tu jest pierwsze zgięcie, a tu, kolana marynarza.

Polski Münch 2000 z przodu