22 września 2019


(felieton)

W Krakowie, pod koniec maja odbywał się festiwal Copernicus, mieniący się być wydarzeniem naukowo-kulturalnym. Jednym z ważniejszych gości był pan Davies, którego uważa się za autorytet w dziedzinie kosmologii, astrobiologii itd.

Tomasz Gerard

Otóż ten pan Davies jest, jak podają różne źródła, bardzo zaangażowany w poszukiwanie życia pozaziemskiego (biologicznego, rzecz jasna). Jest wielkim orędownikiem programu SETI (właśnie: Search for Extraterrestrial Intelligence), który rozpoczął się w 1960 roku w USA, ale już dawno wyszedł poza ramy narodowe i kontynentalne. Poza tym, że program przez te wszystkie lata pochłonął niewyobrażalne ilości pieniędzy z różnych źródeł, to namnożył podobnych biednych ludzi, którzy życie swoje podporządkowali szukaniu E.T. Od wielu lat, na każdym roku, na uniwersytecie, na którym pracuje p. Davies, studenci przeglądają miliony zdjęć Księżyca, szukając – jak to on sam określa: czegokolwiek. Szukać warto – mówi nasz autorytet – nie kosztuje nas to nic. Rzeczywiście, nic nie kosztuje. Doprawdy, świadomość absolutnie kosmiczna, bo o swojskim bujaniu w obłokach to już w tym przypadku nie bardzo można mówić.
Całe to szukanie tych pozaziemskich cywilizacji i jakichkolwiek śladów życia poza Ziemią to – od samych swych początków – zorganizowane działania dla podważenia dzieła Bożego Stworzenia. Stąd niekończące się strumienie pieniędzy na ten cel, stawka jest bowiem wielka. Większa niż życie – można by śmiało powiedzieć. I o ile w skali makro, tj. jeśli chodzi o dowody „twarde”, takie poszukiwania są absolutnie bezowocne, to w skali jednostkowej skutek jest odniesiony. Trudno dziś bowiem o naukowca zajmującego się astrofizyką czy astronomią, który byłby wierzącym katolikiem. Mimo bowiem, że żadnego dowodu na potwierdzenie tych tez nigdy nie znaleziono, to sama gorliwość w ich poszukiwaniu, pragnienie ich znalezienia, determinacja i desperacja, które mogłyby w innych warunkach być wykorzystane do czegoś dobrego, prowadzą do całkowitego zerwania z Absolutem.
Odkąd bowiem nauka nowożytna przestała służyć prawdzie, a zaczęła być wierną poddaną rewolucji, często wiedzie na manowce, zarówno pojedynczych ludzi, jak i całe społeczeństwa. Co dziś widoczne jest przecież dla każdego uważnego obserwatora rzeczywistości.
No ale w sumie, to trudno się dziwić, że różni nawiedzeni tak pilnie szukają tych kosmitów, bo jak podają media, były minister obrony Kanady, Paul Hellyer, zeznał na forum The Citizen Hearing on Disclosure (CHD) w Waszyngtonie, że przedstawiciele obcych cywilizacji żyją pośród nas, a co najmniej dwa osobniki współpracują ściśle z rządem Stanów Zjednoczonych. Hellyer, który nie zaprzecza, że wierzy w istnienie UFO, twierdzi, że zebrane dotąd dowody wykluczają pomyłkę.
No tak, ale nie każdy miał tak bliskie kontakty trzeciego stopnia z E.T., jak pewnie miał pan Hellyer, więc ci, którzy nie mieli, a bardzo by chcieli, muszą tych kontaktów szukać. I stąd te całe SETI i podobne projekty.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 6 (141) czerwiec 2019