21 października 2021


(felieton)

Książki dla dzieci to bardzo często skarbnice wiedzy rozmaitej i niezwykle pouczającej (pewnie dlatego były pisane dla dzieci, bo dorośli nie lubią być pouczani). Myślę o tych klasycznych pozycjach, na których wychowywali się ludzie normalni, bo te, które dzisiaj zalegają półki w księgarniach i innych empikach, raczej takiej wartości nie mają.

Tomasz Gerard

Taka bajka Collodiego o Pinokiu to chyba jedna z najbardziej pouczających historii. I niekoniecznie tylko dla dzieci. Wątek o niegrzecznych chłopcach, z których wyrastają osły – do roboty lub na skórę do bębnów – to przecież wypisz wymaluj rzeczywistość, wcale nie bajkowa. Za kilka chwil używania do woli (krótszych lub dłuższych) tracą wszystko. W ramach permanentnej u nas reformy edukacji można by do kanonu lektur dla licealistów wprowadzić Pinokia właśnie. Dlaczego dla licealistów? Bo młodsi mogą nie odczytać wszystkiego poprawnie, a dla tych starszych, którzy wychowali się na tzw. kulturze obrazkowej to poziom odpowiedni. Jest przynajmniej szansa, że zrozumieją. Zdaję sobie sprawę, że nasi okupanci zajmujący się tzw. edukacją nie zechcą takich pomocy dla naszej młodzieży zaakceptować, ale a nuż się uda, np. pod pozorem wspierania rządowego planu budowy społeczeństwa opartego na wiedzy, lub innego tp. Można przy tym powołać się na niedawno upubliczniony raport Instytutu Badań Edukacyjnych, pod tytułem „Szkoła samodzielnego myślenia”. Analitycy IBE sprawdzili uczniów m.in. w obszarze języka polskiego, gdzie dokonano pomiaru umiejętności rozumienia tekstu, interpretacji oraz argumentacji. Okazało się, że wyjątkowo źle uczniowie radzą sobie z interpretacją czytanego tekstu i logicznym uzasadnieniem swojego toku myślenia. Ocenę najwyższą, przyznawaną wtedy, gdy uczeń dokonał pełnej interpretacji i logicznie ją uzasadnił, otrzymał ledwie jeden promil uczniów szkoły podstawowej i dwa promile pierwszaków z gimnazjum. Wyniki uczniów ponadgimnazjalnych są równie słabe. Pełną punktację otrzymało niewiele ponad jeden procent uczniów z pierwszej klasy tego typu szkół i niecałe dwa procent z ostatniej.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 3 (78) marzec 2014