17 października 2021


(felieton)


Sejm odrzucił obywatelski projekt ustawy przygotowany przez komitet „Stop pedofilii”. Projekt przewidujący kary za seks-instruktaż w placówkach oświatowych nie trafi do dalszych prac. Można będzie więc bezkarnie demoralizować dzieci, masowo i z życzliwym wsparciem (także finansowym, oczywiście) władz oświatowych.

Tomasz Gerard

Pełnomocnik komitetu „Stop pedofilii”, pan Mariusz Dzierżawski cytował z trybuny sejmowej szokujące fragmenty książki (nota bene pozytywnie ocenionej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej), z której korzystają w szkołach seks-edukatorzy. Wulgarne cytaty, którymi epatowani są małoletni, oburzyły posłów. Marszałek Sejmu stwierdziła, że na sejmowej galerii jest młodzież, która nie powinna tego słuchać...
No tak, coś co trudno było znieść pełnoletnim parlamentarzystom (z troski o młodzież, rzecz jasna, bo przecież sami na pewno chętnie by posłuchali) ma być wtłaczane w główki dziecięce. Wszystko to, ma się rozumieć, dla podniesienia poziomu wiedzy u ciemnych i zacofanych mas. To przecież jasne: gospodarka oparta na wiedzy, edukacja oparta na wiedzy to i wiedza oparta na wiedzy też (a jak z tą wiedzą w polskich szkołach jest, to też z grubsza wiadomo).
Wcześniej – odrzucając inny obywatelski projekt ustawy – zgromadzenie zdecydowało, że przymus szkolny ma obejmować młodsze niż do tej pory dzieci. Czyli rozkaz jest jasny: deprawować i to coraz młodszych. Jasna i jednoznaczna powinna być zatem reakcja normalnych ludzi – zabierać dzieci ze szkół. Natychmiast!
Rozumiem, że niektórym w głowie może się nie mieścić, jak można zrezygnować ze zdobyczy socjalizmu – z tej edukacji, co to niby jest takim dobrodziejstwem. Ale jeśli chcemy ratować młode pokolenie, to rzeczywiście nie pozostaje nic innego. A swoją drogą, zdziwiła by się tzw. opinia publiczna, gdyby ujawnić, jak wielu spośród tzw. rządzących, którzy polskim rodzinom taki los zgotowali, nie posyła swoich dzieci do szkół.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 9 (84) wrzesień 2014