23 października 2021


Możliwości drukarek 3D robią się coraz większe, a ich rozwój po raz kolejny udowadnia, że granicą innowacyjności jest jedynie wyobraźnia. Wydrukowane samochodu jeszcze zupełnie nie dawno było rzeczą nierealną. Ograniczało się jedynie do części modeli, prototypów, a następnie samochodów koncepcyjnych.

Ryszard Romanowski

Kanadyjski koncept Urbee zademonstrowany w 2013 roku wydawał się ciekawym dziełem inżynierii godnym być może zapisania w księdze Guinessa. Tymczasem jego konstrukcja cały czas się rozwija i już niebawem jego twórcy chcą rzeczywiście sięgnąć po rekord. Tyle że chodzi im nie o pokazanie, że w ogóle można wydrukować samochód, ale o przejechanie 4676-kilometrowego dystansu z Nowego Jorku do San Francisco ze średnią prędkością 111 km/h zużywając zaledwie 38,8 l bioetanolu na całą trasę, czyli typowe dwa kanistry.

NTU2 drukowane samochody

Samochód, który jest w stanie dokonać czegoś takiego nie jest już ciekawostką i zabawką. Być może rekordowa trasa posłużyć ma reklamie firmy KorEcoLogic bo Urbee ma być produkowany w niewielkich seriach. W lutym br., kiedy kanadyjski pojazd przechodził ostatnie testy, dyskusja o drukowaniu samochodów rozgorzała z nową siłą. Singapurski Nanyang Technological University zaprezentował zasilane energią słoneczną dzieło swoich studentów. Zbierająca doświadczenia w eko-maratonach Shella szesnastoosobowa grupa dowodzona przez profesora Heong Waha zaprezentowała koncepcyjny samochód miejski, którego większość, bo ponad sto pięćdziesiąt części, została wydrukowana na drukarkach 3D. Nie koncentrowano się zbytnio na układzie napędowym stosując rozwiązania sprawdzone w dotychczas budowanych samochodach solarnych.

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 3 (90) marzec 2015