27 września 2022


(felieton)

Czy zdają sobie Państwo sprawę, w jak tragicznym położeniu znalazła się nasza gospodarka? Otóż, jak alarmują ważni analitycy, partnerzy zarządzający firm consultingowych i doradcy unitów biznesowych – większość polskich firm nie rozpoczęła jeszcze procesu cyfrowej transformacji!

Tomasz Gerard

Okazuje się, że programy informatyczne, do zakupu których namówiono całą masę firm, potrzebują innych programów, które będą tamtymi dobrze zarządzać. Na przykład, w ramach realizacji procesów Software Asset Management, trzeba mieć oprogramowanie do zarządzania programami do zarządzania. To przecież jasne, prawda? Do tego w bliskiej perspektywie trzeba będzie kupić nowe, jeszcze lepsze programy, nadzorujące właściwy nadzór tych poprzednich programów. I tak w kółko, sprytnie pomyślane. Samonapędzający się mechanizm, zapewniający bezproblemowy dopływ gotówki jego pomysłodawcom na całe dziesięciolecia. To się nazywa rewolucja informatyczna, cyfryzacja i prawdziwa transformacja. Futrowanie na skalę globalną.
Świat poszedł naprzód, a my utknęliśmy w poprzedniej epoce – narzekają eksperci. Bo okazuje się, że coraz mniej przedsiębiorców daje się nabierać na te ich rozwiązania. Techniki wysokie – tak się o nich wyrażają. Jakież kunsztowne tłumaczenie. To trochę tak jak „thank you from the mountain” czyli po naszemu: dziękuję z góry. No ale to tacy właśnie eksperci. Pieszczochy wszystkich systemów, którzy na tych transformacjach zbijają fortuny. Proszę zauważyć, że bez względu na koniunktury, na to, czy te ich wróżby się spełniają czy nie, zawsze mają się dobrze. Czasem tylko muszą zmieniać nazwy swoich firm, jak coś pójdzie nie tak. Pewnie byłoby inaczej, gdyby rozwiązania dyktowane były przez rynek, czy mówiąc prościej – rzeczywiste potrzeby konsumentów. Ale gdzieżby tam, u nas o potrzebach konsumentów i przedsiębiorców rząd wie lepiej. Teraz powołał kolejne potrzebne dzieło – Fundację Platforma Przemysłu Przyszłości, która ma oczywiście edukować, a jakże, do tego nie potrzeba wiele: zatrudni się kolejnych ekspertów; tych u nas dostatek.
Nie – żeby nie przeszkadzać ludziom w pracy, nie nękać ich zbójeckimi podatkami, horrendalnymi kosztami pracy, pokrętnymi przepisami, karami za przedsiębiorczość, co to to nie. Oni mogą nas co najwyżej edukować. Sami nie splamiwszy się pracą na swoim, chcą mówić innym, jak pracować. No ale to taka rewolucja 4.0 właśnie.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 10 (133) październik 2018