28 września 2021

 

motoryzacja przyszłość

Z powodu zeszłorocznych okołokowidowych obostrzeń i zamykania całych sektorów przemysłowych, premiery i konferencje rynku motoryzacyjnego przeszły do sieci internetowej, co z kolei sprawiło, że zabrakło kuluarowych rozmów, z których zwykle można było dowiedzieć się więcej niż podczas oficjalnych wystąpień. Śledząc oficjalne informacje trudno nie odczuć pewnego niedosytu, który pozostał po ostatnich przed lockdownami ekspozycjach w Genewie i Frankfurcie. W halach genewskiego Palexpo często mówiono o zaledwie niespełna 7% skażeniu powietrza wywoływanym przez motoryzację. Padało pytanie: – Panowie, o co my tak naprawdę walczymy? Ekologiczni demonstranci, którzy zablokowali wjazd na frankfurcki salon samochodowy odmówili jakichkolwiek rozmów z przedstawicielami przemysłu samochodowego.

Ryszard Romanowski

W salonach dealerów można było obserwować wzrost cen tych samych modeli samochodów spalinowych w stosunku rok do roku dochodzący nawet do 20%. Przy czym zmieniało się nadwozie. Układy napędowe i komfort kabin pozostawały bez zauważalnych zmian, za to wewnątrz przybywało coraz więcej, często mało użytecznych urządzeń elektronicznych i znacząco obniżała się emisja dwutlenku węgla. Podkreślał to przekaz marketingowy i reklamy zachwalające mordujące silniki układy start-stop, propagowano również nieobojętny dla trwałości mechanizmów styl jazdy zwany ecodrivingiem, a przede wszystkim zachęcano do zakupu samochodów elektrycznych.

Zmiany i oszczędności

Te ostatnie imponowały osiągami podczas prezentacji lecz entuzjazm przechodził po zapoznaniu się z cennikiem. Zupełnie zaś gasł, podczas poszukiwań stacji ładowania, gdy przyszło przez ponad godzinę oglądać wyłożone w stacyjnym sklepie towary, poznawać ludzi i wypijać kolejne kawy w oczekiwaniu aż poprzedni klient naładuje swoje auto. Jeszcze pół biedy, gdy prąd był darmowy, ale gdy przyszło zapłacić kartą, diesel okazywał się tani w eksploatacji. Można za to było mieć satysfakcję, że jedziemy samochodem bezemisyjnym.

Wyśrubowywane normy emisji spalin i kolejne wyznaczane terminy wprowadzania coraz ostrzejszych ich wariantów stawiają przemysł samochodowy w trudnej sytuacji. Z jednej strony należy ciągle produkować i wprowadzać na rynek coraz to nowsze samochody spalinowe różnych segmentów o coraz niższej emisji, z drugiej zaś, rozwijać gamę samochodów elektrycznych. Pogodzenie obu tych rzeczy wymaga gigantycznych inwestycji, a jednocześnie coraz większych oszczędności, zarówno w przypadku materiałów, jak i procesów produkcyjnych. Przy czym nie mają one wpływu na cenę produktu końcowego, który ciągle drożeje. Rzadko mówi się o tym w oficjalnych komunikatach.

 

Cały artykuł dostępny jest w wydaniu 5/6 (164/165) Maj/Czerwiec 2021