24 października 2021


Polimery, zarówno termoplastyczne jak chemoutwardzalne, niejednokrotnie wymagają aktywacji powierzchni. Bez tego procesu trudno jest uzyskać wysoką jakość nadruku, złącza klejonego, czy nawet „zwykłego” uszczelnienia lub trwałej etykiety.

Marek Bernaciak

Plazma-2
fot. Plasmatreat
Aktywacja powierzchni polega na zwiększeniu energii powierzchniowej do poziomu najczęściej ponad 55 mN/m, a nawet ponad 72,8 mN/m, wymaganej przez lakiery wodorozpuszczalne lub kleje dyspersyjne (PE ma energię powierzchiową na poziomie 26 mN/m).
O ile jakość powierzchni związana jest z jakością procesu aktywacji, to w tym artykule zadamy pytanie: o ile możemy zmierzyć i skontrolować sam proces aktywacji; skupimy się przy tym na procesie plazmy atmosferycznej, która „wdziera się na salony”, wyprzedzając obróbkę płomieniową i koronę.

Plazma atmosferyczna ma kilka zalet, które tworzą jej specyficzną przewagę:

  • Jest procesem ciągłym, łatwym do automatyzacji.
  • Aktywuje większość polimerów, także czyści je z tłuszczu, kurzu i warstwy wody.
  • Charakteryzuje się znaczną powtarzalnością i niezawodnością procesu.
  • Jest tania w eksploatacji.
  • Nie pozostawia śladów obróbki.
  • Nie zagraża spaleniem podłoża ani pożarem w ogóle.
  • Ma dobre proporcje wydajności do kosztu inwestycji.
  • Nie emituje szkodliwych substancji w znaczących ilościach.
  • Nie uszkadza nawet cienkich folii.


Jak każdy proces podlega jednak wpływowi niszczących go czynników. Jest to o tyle kłopotliwe, że gołym okiem nie można ocenić zaniku plazmy. Kontrola efektów za pomocą np. tuszów testowych nie może być prowadzona w sposób ciągły. Konsekwencje wadliwego działania plazmy mogą być daleko idące i kosztowne. W dzisiejszych czasach wady lakiernicze, lub problemy związane z delaminacją powłok, skutkują reklamacjami i utratą kontraktów, często z trudem wywalczonych. Nie mówiąc o utracie szczelności lub pęknięciach połączeń klejonych.


cały artykuł dostępny jest w wydaniu 9 (60) Wrzesień 2012