23 października 2021


Ostatnia edycja Pucharu Ameryki pobiła wszelkie rekordy. Latające katamarany wzbudzały emocje nie mniejsze niż samochodowa F-1. Finał oglądało około 2,5 tys. widzów i trudna do określenia ilość osób przed telewizorami i komputerami. Realizatorzy chcieli zapewne nadążyć za konstruktorami jachtów i ich załogami, i zaprezentowali techniki dotąd w telewizji nie stosowane.

Ryszard Romanowski

Nowa Zelandia, a właściwie New Zealand Yacht Squadron, dyktować będzie warunki tegorocznych regat. Pod koniec ubiegłego roku zaprezentowano nowe regulaminy dotyczące zupełnie nowej klasy AC75, która walczyć będzie w najbliższej edycji o „srebrny dzbanek”.

Jachty klasy AC75

Najszybsze jednostki żaglowe świata, katamarany klasy AC45 i AC50, dostarczały niespotykanych dotąd emocji. Lecące na hydropłatach, z prędkościami przekraczającymi 40 węzłów jachty miały jeszcze wiele rezerw. Oczekiwano, że w kolejnej edycji będą jeszcze szybsze. Miały jednak również swoich wrogów. Zarzucano, że konstrukcje te coraz dalej odchodzą od tradycyjnego żeglarstwa. Potwierdzały to składy załóg. Obok doświadczonych żeglarzy w ich skład wchodzili sportowcy, którzy mieli zaoferować jedynie swoją wielką siłę fizyczną i wytrzymałość. Chodziło o jak najsprawniejszą obsługę wind i ożaglowania. Zarzucano też nadmierną ilość elektroniki, prowadzącą chociażby do tego, że jacht podczas lotu na hydropłatach sterowany był joystickiem. Podsumowaniem tych i innych zarzutów była obawa o lawinowo rosnące koszty jachtu, które w końcu radykalnie ograniczą ilość zgłaszających się załóg. Zwracano uwagę na to, że jachty Pucharu Ameryki są najbardziej zaawansowanymi technologicznie, a co za tym idzie – najkosztowniejszymi „maszynami wyścigowymi”. Pod tym względem zostawiają w tyle nawet samochodową Formułę 1. Tyle że ta ostatnia ma finansowe wsparcie w gigantycznych koncernach samochodowych i raczej nie grozi tej dyscyplinie zapaść w związku z niedofinansowaniem. Mówiono również o bezpieczeństwie, chociażby w kontekście wywrotek. Po takim incydencie w zasadzie niemożliwe jest samodzielne podniesienie się katamaranu AC45.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 1/2 (136/137) styczeń/luty 2019