22 października 2021


(felieton)

Polacy mistrzami świata w siatkówce, Polak mistrzem świata w kolarstwie – kibice przed telewizorami w chwilach takich zwycięstw prostują się i chodzą dumni – prawie jakby sami zdobywali tytuły najlepszych.

Tomasz Gerard

Właściwie poza sportem niewiele takich miejsc zostało, gdzie nasi rodacy mogą się wykazać.
Za to jak grzyby po deszczu wyrastają punkty sprzedaży alkoholi, czynne 24 godziny na dobę. I obok nich „kebaby”, żeby klientela mogła od razu mieć zakąskę. Naprawdę, chyba wyjątkowo złej woli trzeba, żeby nie widzieć analogii z innymi okresami naszej niewoli – tak samo było za zaborów, tak samo za niemieckiej okupacji, tak samo też za sowieckiej. Różnice były tylko w dekoracjach, proporcjach i w drobnych szczegółach, ale prawidłowości pozostawały takie same. Tak jak za zaborów wielu wyjeżdża teraz za pracą i za chlebem. Niektórzy nie widzą innej możliwości spłaty lichwiarskich kredytów udzielonych im przez niepolskie banki. Wielu obraża się na Polskę, że im nie zapewniła tego i tamtego itd. Jeśli jesteśmy pod okupacją (może i w wersji light, ale jednak), to trudno wymagać, żeby Polakom żyło się w Polsce dobrze.
Mogą co najwyżej w sporcie pobłyszczeć troszkę ale i tak na co dzień mają występować w zagranicznych klubach. A co, to źle? – zapyta jeden z drugim, reprezentant warstwy uprzywilejowanej, albo inny przedstawiciel jakiejś czerwonej dynastii – przecież my też, z dziada pradziada, skaczemy w obcych cyrkach i dobrze na tym wychodzimy.
Wiadomo, że nawet w najlepszym towarzystwie może się przytrafić czarna owca, ale dzisiejsza struktura naszego społeczeństwa bardziej przypomina stado czarnych owiec, wśród których nie jest łatwo trafić na białą. – Dziś prawdziwych Polaków już nie ma – zaśpiewa niejeden rozgoryczony. Trudno się czasem dziwić takim opiniom, wszak w tzw. mainstreamowej przestrzeni publicznej ich nie widać, a szanse na ich ukształtowanie i wychowanie, w większej niż jednostkowa skali, skutecznie blokuje stan tzw. oświaty. Do wszystkich tragicznych, już chyba wszystkim wiadomych, doniesień z tego frontu ostatnio doszło następne, innej nieco natury. Otóż w ubiegłym roku w 175 warszawskich szkołach przeprowadzono badanie słuchu. Jak się okazało, hałas panujący na przerwach między lekcjami niemal dwukrotnie przekraczał dopuszczalną normę, ustaloną przez Ministerstwo Środowiska na 61 dB, przy czym 120 dB jest uznane za próg bólu. Tyle samo hałasu robi warkot piły łańcuchowej, a niewiele więcej startujący myśliwiec. Jak wyjaśnili specjaliści, hałas, w którym dzieci przebywają, powoduje skurcz drobnych naczynek tętniczych, upośledzenie układu nerwowego i pokarmowego oraz może doprowadzić do zaburzenia wzroku. Do tego zmniejsza wydolność psychofizyczną. Utrzymujący się w szkołach zgiełk jest przyczyną stanów lękowych u młodszych dzieci, wzmaga ich niepokój, czasem powoduje płacz, a często agresję.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 11 (86) listopad 2014