1 października 2022


Z Kamilem Łabanowiczem, stylistą Audi, rozmawia Ryszard Romanowski

– Obecnie należy pan do elity projektantów, których konstrukcje oglądać można zarówno na drogach, jak i na najbardziej renomowanych salonach samochodowych. Jaka była pana droga do tego zawodu?
– Dzisiaj jest inaczej, i trochę łatwiej zostać stylistą niż dawniej. Przede wszystkim granice stoją dla nas otworem, jesteśmy w strefie Schengen i wszędzie drzwi są dla nas otwarte. Rozpoczynałem jak każdy młody chłopak zainteresowany budową samochodów. Rysowałem, rysowałem i rysowałem. W latach dziewięćdziesiątych czasem traciłem punkt odniesienia do tego, co robiłem, bo nie było np. internetu. Chodzi o to, że dużo rysowałem w szkole, a nie każdy rysuje samochody. W związku z tym, nie tylko ja sam, ale nikt, kto oglądał te rysunki, nie potrafił określić, czy są dobre czy złe.

Kamil labanowicz
Kamil Łabanowicz

Mimo wszystko ciągle rysowałem. Sytuacja taka trwała do roku 2000. Wtedy miałem już trochę więcej wiedzy i Wojciech Sierpowski ruszył ze swoim Design Forum. Zawdzięczam mu bardzo dużo. Stworzył forum, na którym spotykali się ludzie w moim wieku – dwudziestolatkowie, którzy marzyli o tym, aby projektować samochody. Zrodziła się zdrowa konkurencja. Pamiętam m.in. Wojtka Sokołowskiego i Bogusława Palucha, którzy teraz profesjonalnie projektują auta. Z Bogusiem zetknęliśmy się prawie dwadzieścia lat temu przez internet, a teraz pracujemy ze sobą.
– Czy młodym Polakom trudniej trafić do samochodowych biur projektowych niż ich rówieśnikom z krajów tzw. starej Unii?
– Wiedzieliśmy, że będąc Polakami będzie nam trochę ciężej. Nie jest to jednak wielki problem bo np. Rosjanom jest jeszcze ciężej, a Norweg, który chce projektować auta też musi jechać bardzo daleko. Na pewno łatwiej mają ci, którzy urodzili się blisko odpowiednich uczelni, fabryk i biur projektowych. Przykładem mogą być chociażby Niemcy, którzy mogli kończyć położone względnie blisko domów odpowiednio ukierunkowane szkoły i normalną droga trafić do wymarzonej pracy. Nie zawsze doceniają, że mieli tyle szczęścia. Ja studiowałem architekturę w Gliwicach i cały czas rysowałem samochody. Rysunki wysyłałem na konkursy organizowane przez Wojtka Sierpowskiego. Wspierali mnie rodzice rozumiejąc, że to co robię ma sens. Mówili, że dobrze robię, że trzeba w to brnąć, i razem zdawaliśmy sobie sprawę, że muszę wyjechać do szkoły za granicą i tam ukończyć kierunek projektowania samochodów. Wyjechałem do Mediolanu do szkoły projektowania aut, gdzie uczyli nas najlepsi styliści Europy m.in. Walter de Silva. Gdy studia się skończyły trafiłem na sześciomiesięczną praktykę w Audi. W jej trakcie udało mi się zrobić fajne projekty do Audi A3 – auta, które dzisiaj jest na ulicach. Wtedy naszym szefem był Josef Kaban, który jakby zapomniał, że jestem na dobiegającej końca praktyce. Dzięki Josefowi dostałem pracę. Było nas wtedy dwanaście osób w dziale Exterior. Musiałem wrócić na trzy miesiące do Polski aby czekać na oficjalne pozwolenie na pracę. Jak zaczynałem normalnie pracować, to Josef odszedł do Skody. Tak to się wszystko zaczęło.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 5 (116) maj 2017