6 grudnia 2021


(felieton)

Słynny rewolucyjny poeta Majakowski znał widać dobrze tajniki sztuki PR-owskiej, na całe dziesięciolecia przed dzisiejszymi tubami i tubkami propagandowymi, skoro wypowiadał takie hasła – uniwersalne dla różnych dziedzin życia, byle związanych z rewolucją. Niestety, wygląda na to, że rewolucja to permanentny stan, w jakim nasz świat się znajduje obecnie, stąd już w niemal każdej wypowiedzi, zwłaszcza oficjalnej, można bez trudu doszukać się ukrytych treści.

Tomasz Gerard

Oto obywatelka minister przedsiębiorczości i technologii naszego nieszczęśliwego kraju opowiadała na jakimś ważnym kongresie – europejskim, a jakże – że w przyszłości będziemy mogli „przewidywać pewne procesy, programować je, przewidywać awaryjność i redukować ją do takiego stopnia, że produkcja będzie tańsza, mniej zasobochłonna”. Przecież już teraz wszystko to możemy, są programy analityczne i odpowiednia aparatura, dzięki którym można wytwarzać produkty niemal niezniszczalne, służące nie lata, ale co najmniej dziesięciolecia. Takie produkty z pewnością uczyniłyby produkcję mniej zasobochłonną. No i rzecz jasna – w efekcie tańszą, bo nie trzeba byłoby trzepać wciąż nowych masowych produktów (często o coraz słabszej jakości), wypuszczać wciąż nowych modeli, biedzić się nad utylizacją tych już popsutych (a które dopiero co się pokazały). No ale – mówimy partia, a w domyśle: Lenin. Mówimy: zależy nam na lepszych produktach, mniejszej ich awaryjności, oszczędzaniu zasobów itd., a w domyśle: dbamy o interesy tych, którzy kręcą tym całym cyrkiem. Bo że przede wszystkim o ruch w interesie chodzi – to nawet niektóre bardziej rozgarnięte dzieci wiedzą. Dla nikogo już prawie nie jest tajemnicą postarzanie produktów, jeszcze przed oddaniem do sprzedaży, wykorzystywanie programów MESowskich do planowania popsucia się produktu za określoną, niedługą ilość czasu, tworzenie nienaprawialnych modułów urządzeń itp. Myśleć, że pani obywatelka minister tego nie wie byłoby dużą wobec niej niegrzecznością. Przecież to niemożliwe, żeby osoby niekompetentne zajmowały tak wysokie stanowiska, w tak ważnych resortach. Co prawda Ksenofont twierdził, że jest czystą głupotą wybierać naczelne władze w państwie przez głosowanie, ale to było dawno temu, ok. 400 lat przed narodzeniem Chrystusa, a on był tylko uczniem Sokratesa, wodzem wojsk greckich, a później i spartańskich, więc cóż on mógł wiedzieć o życiu, a o rewolucji technologicznej i to 4.0, to już w ogóle.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 6 (129) czerwiec 2018